Ganesh – kuchnia indyjska w sercu Krakowa

5 Kwi

Cześć,

Wyobraź sobie, że odwiedzasz lokal słynący z kuchni indyjskiej. Jakie zapachy czujesz? Jak wyglądają dania? Jak odbierasz wnętrze? Chciałabym abyście się zastanowili z czym kojarzy Wam się kuchnia indyjska. Dla mnie to przede wszystkim bogactwo przypraw i pewien szacunek do jedzenia. Kuchnia indyjska bazuje na naturalnych, jak najmniej przetworzonych składnikach a jej spożywanie ma swoje rytuały. Nie je się samemu. Je się w grupie. Bez patrzenia w telefon czy telewizor. Jeśli ktoś potrafi, je rękami.

Pomimo korzystania z indyjskich foodtracków i paru lokalnych restauracji w Krakowie (a jest tu w czym wybierać), za pierwszy kontakt ze stricte kuchnią indyjską uważam wizytę w Dubaju i jego indyjskich restauracjach. Było to też moje pierwsze doświadczenie z jedzeniem rękami. Zamiast szerokiego dzielącego biesiadników stołu, siedzenie na podłodze i jedzenie z talerzy i misek rozmieszczonych na małym dywaniku. Aromaty wielu przypraw. Zapach imbiru, kurkumy, czarnuszki, cynamonu. Świeże zioła. Pyszne mięso. Zdecydowanie było to jedno z ciekawszych doświadczeń i smaki, do których lubię wracać.

w1551_logo_ganesh

Niedawno miałam okazję znaleźć miejsce w Krakowie oddające moim zdaniem klimat właśnie kuchni indyjskiej, którą kojarzę z Dubaju. Ganesh, mieszczący się praktycznie w centrum Krakowa, na ulicy Świętego Tomasza, pod niepozornym szyldem skrywa miejsce, w którym nawet trzy godziny mijają w mgnieniu oka.

Niewielki szyld i oklejone szyby nie zwiastują tego, co można znaleźć w piwnicy Kamienicy Molendowskiej. Budynku z XIV  – XIX w., który po odrestaurowaniu w latach 2007-2012, został zaadoptowany na restauracje. W tym Ganesh, istniejący na krakowskim rynku już dobre pięć lat.

IMG_4626

700-800 letnie sklepienie (zdjęcie powyżej)

Pierwsze wrażenie po zejściu do piwnicy zdecydowanie zaskakuje. Lokal w stonowanych kolorach, z zachowaniem faktury starych murów, z akcentami orientalnymi w postaci m.in. klimatycznych lamp. I z chyba jednym z najbardziej romantycznych miejsc na randkę – stolikiem na podwyższeniu, w 700-800 letnim sklepieniu.

IMG_4620

Lokal składa się z trzech sal. Stoliki są nieduże, ułatwiające komunikację. A w tle słychać indyjską muzykę, która toworzyszy podczas całego pobytu w restauracji.

Jeśli chodzi o samą kuchnię, jest pysznie i świeżo. I przede wszystkim czuje się odmienność tych smaków. Ganesh zatrudnia samych kucharzy z Indii i Nepalu. Nie ma tutaj kompromisów. W menu możemy znaleźć stricte dania kuchni indyjskiej – od dań z pieca Tandoor, różnych sosów z indyjskim serem Paneer, po typowy ale jakże pyszny napój z mago – Mango Lassi.

IMG_4700

Samo menu może nieco wywołać mały zawrót głowy. Wybór jest naprawdę ogromny. Ale tutaj pomocą służy obsługa, która nie tylko potrafi polecić dania odpowiadające naszym gustom, ale i wskaże swoje ulubione typy. Jeśli ktoś codziennie stołuje się w lokalu, w którym pracuje i ma ulubione dania, których nigdy dość, to dla mnie najlepsza rekomendacja lokalu. Poniżej zamieszczam przykładowe dania z menu restauracyjnego. Polecone oczywiście przez obsługę 🙂

Moim hitem zdecydowanie jest Paneer Tikka Masala, Rasgula i herbata indyjska.

IMG_4629

Mix starter a w nim m.in. Chicken Lollypop, Chicken Pakora, Onion Bhaji (zdjęcie powyżej)

IMG_4717

Mutton korma i Paneer Tikka Masala (zdjęcie powyżej)

IMG_4729 2

Rasgula czyli soczyste kuleczki serowe w syropie cukrowym na zimno (zdjęcie powyżej)

Fanów kuchni indyjskiej, poszukiwaczy nowych smaków i chyba każdego lubiącego jedzenie, które aż chce się celebrować, zapraszam na Świętego Tomasza. Dodatkowo tutaj można znaleźć:

Polecam!

Gosia

Reklamy

Cytrynowy mazurek na Wielkanoc

1 Kwi

Cześć,

Z okazji Świąt życzę Wam dużo spokoju, szczęścia, cudownych chwil w gronie rodziny i oderwania się od codziennego pośpiechu, diet, wyrzeczeń. Święta są po to by było miło i by nie odmawiać sobie kawałka ciasta 🙂

U mnie w tym roku króluje mój pierwszy cytrynowy mazurek. Zapraszam.

IMG_4764

Składniki (na jedną blachę) na ciasto:

  • 250 gram mąki pszennej,
  • 150 gram margaryny,
  • szczypta soli,
  • 1 łyżeczka cukru kryształu,
  • 4 łyżki wody.

Składniki na masę i zdobienie:

  • 100 gram margaryny,
  • 3 cytryny,
  • 2 jajka,
  • 80 gram cukru pudru,
  • 1/2 szklanki cukru kryształu,
  • płatki migdałów.

IMG_4771

Making-off:

  • Margarynę drobno kroimy. Dodajemy pozostałe składniki i zagniatamy ciasto.
  • Następnie ciasto okrywamy folią spożywczą i chowamy do lodówki na 30 minut.
  • Aby przygotować krem, w jednym garnku mieszamy sok i skórkę startą z dwóch cytryn, roztrzepane jajka oraz cukier puder. Gotujemy na małym ogniu. Dodajemy margarynę i gotujemy aż masa będzie gęsta. Zostawiamy masę do ostygnięcia.
  • Ciasto wałkujemy na kształt prostokątu. Wykładamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Z nadmiaru ciasta formujemy brzegi. Ciasto wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 200 stopni i pieczemy 15 minut.
  • Gdy ciasto ostygnie, nakładamy krem.
  • Trzecią cytrynę kroimy w plastry i wrzucamy je do wrzącej wody z cukrem kryształem. Gotujemy około 20 minut.
  • Następnie plastry kładziemy na kremie i lekko dociskamy. Gotowy mazurek można posypać płatkami migdałów.

Smacznego!

Gosia

Domowe Bounty

10 Mar

Cześć,

Postanowiłam wypróbować przepis z blogu Kolarska kuchnia. Domowe Bounty może nieco odbiega od smaku oryginalnego batonika ale jest pysznie kokosowe i proste w przygotowaniu. Zapraszam.

IMG_4531

Składniki (na 3 miseczki kulek jak na zdjęciu):

  • 300 ml mleczka kokosowego w puszce,
  • 2 łyżki wiórków kokosowych,
  • 180 g mąki kokosowej,
  • 1 duża łyżka miodu (dla lubiących słodki smak można śmiało dać 2-3 łyżki),
  • 100 g gorzkiej czekolady (najlepiej 70-80%).

IMG_4527

Making-of:

  • Mleczko, wiórki, mąkę i miód mieszamy mikserem aż do uzyskania jednolitej masy.
  • Formujemy z niej dowolny kształt. Ja akuratnie wybrałam kuleczki. Uformowane kształty kładziemy na papierze do pieczenia i wstawiamy do zamrażarki na około 40 minut.
  • Czekoladę podgrzewamy w kąpieli wodnej. Polewamy nią nasze Bounty a następnie chowamy je do lodówki do stężenia.
  • Bounty przechowujemy w lodówce.

Smacznego!

Gosia

%d blogerów lubi to: